Czas płynie - Aesculap trwa


Autor: Michał Rażniewski

Kiedy w 1970 roku zakładaliśmy Szkołę Narciarską Aesculap nie sądziliśmy, że rozrośnie się ona do takich rozmiarów. Początki były trudne, a ilość osób uczestnicząca w zajęciach znikoma. Nikt o nas nie wiedział, trudno było funkcjonować i zapewnić dobry poziom szkolenia bez własnej bazy. Tułaczka po różnych stacjach narciarskich przez kolejne lata była złem koniecznym, dojazdy autobusem, stracone godziny w kolejkach do wyciągów, uzależnienie od kapryśnej pogody w Karkonoszach - to tylko niektóre problemy, z jakimi spotykaliśmy się na co dzień. Ale niektóre marzenia - jak wiadomo - spełniają się. Niemożliwe stało się możliwym. Najpierw raz w tygodniu, później w każdą sobotę i niedzielę ekspediowaliśmy w góry dzieci, ich rodziców a nawet dziadków. Udało się zarazić białym szaleństwem całe rodziny.

Było nas coraz więcej. Trzeba się było lepiej organizować, zaplanować działania, pomyśleć o założeniu siedziby, zadbać o kadrę instruktorską... Później zmaterializować marzenia o własnych wyciągach narciarskich, zadbać o reklamę, a przede wszystkim wypracować markę szkoły, co miało zapewnić coroczny, stały napływ dzieci. Miało to niebagatelne znaczenie, ponieważ od początku istnienia utrzymywaliśmy się z czesnego wpłacanego przez uczestników. Walcząc przy okazji z zarzutami "prywaty" wysuwanymi przez ówczesne władze i przeciwników "z urzędu" , rekrutujących się głównie z biorców dotacji państwowych, czyli szkółek i klubów sportowych. Było trudno wychować wybitnych zawodników w tym czasie, gdyż jak tylko osiągali przyzwoity poziom, byli natychmiast przechwytywani przez kluby, w których prawie wszystko otrzymywali za darmo: narty, wyjazdy (choć jakość szkolenia w Aesculapie miało decydujące znaczenie, często mniej zamożni uczestnicy decydowali się na przejście). W większości przypadków rodzice woleli jednak zapłacić czesne... Warto było. Tym bardziej, że uczestniczenie w zajęciach w naszej szkole i klubie gwarantowało jazdę po bramkach jak również uzyskiwanie odpowiedniego poziomu technicznego i sportowego, a co za tym idzie - duże możliwości zaliczenia kursów na stopnie instruktorskie. Wynikało to z faktu, że zabiegaliśmy i co roku otrzymujemy licencję (po spełnieniu określonych warunków) PZN na prowadzenie działalności szkoleniowej i kursów kadrowych. Młodzież, którą wychowujemy przez lata ma szansę podjąć pracę po uzyskaniu kwalifikacji i uczyć jazdy na nartach... swoich młodszych kolegów z Aesculapa.

I tak się zarysował nasz model szkolenia. Aby istnieć i funkcjonować efektywnie trzeba było ściśle współdziałać z rodzicami. Chociaż w tym momencie nie było to takie trudne. Bowiem matki i ojcowie widząc postępy dzieci, sami nabierali ochoty do jazdy na nartach, lepiej rozumieli problemy szkoły, a także wraz z nimi szybko orientowali się w korzyściach płynących z otrzymania patentów. Z biegiem lat wymagania rosły, jakość i materiały stosowane w produkcji sprzętu narciarskiego były kosmiczne, zwiększyła się szybkość i dokładność jazdy, z uwagi na wprowadzenie nart taliowanych, trasy narciarskie musiały być dokładnie frezowane i równe. Prowadząc swą 35-letnią pracę musieliśmy i to przewidzieć. Udało się! Los podsunął nam Góry Kaczawskie, leżące 15 minut jazdy samochodem od Jeleniej Góry.

Stanisław Rażniewski postanowił wybudować na Łysej Górze wyciąg narciarski. Tak naprawdę od tego czasu zaczął się awans Szkoły i Klubu. Chociaż mieliśmy wcześniej swoje wyciągi. Wyrwirączki pod Łabskim Szczytem czy na Odrodzeniu, talerzyki w Jagniątkowie i Dziwiszowie? Nie sposób przedstawić możliwie krótko realiów ich powstawania. Włożono wiele pracy społecznej w ich uruchomienie, działali na tym polu inżynierowie i technicy rekrutujący się ze środowiska Aesculapa i jemu pokrewnych. Nasze dzieci już w kilka lat po założeniu szkoły mogły się cieszyć "naszymi linkami", jeździć na "swoim" wyciągu, stać w niewielkich kolejkach. Płacić za bilety mniej, niż gdzie indziej (były to czasy kiedy cieszyliśmy się najdrobniejszymi udogodnieniami, w tym: jazdą na dzierżawionych stokach). Wszelkie działania Kierownictwa, Zarządów, Rodziców szły w kierunku zabezpieczenia uczestnikom bezpieczeństwa i komfortu podczas pobierania lekcji narciarskich. Rozumieli to wszyscy...

Nastała "era łysogórska". Podjęliśmy budowę mikrostacji z ogromną nadzieją, ale i świadomością o czekających nas trudach i przeszkodach. Trzeba jednak z satysfakcją powiedzieć, że nie byliśmy osamotnieni w działaniach. Było wsparcie ze strony rodziców, polegające na użyczaniu wiedzy z różnych dziedzin życia i techniki, która była potrzebna przy planowaniu i wdrażaniu w życie projektu bazy Szkoły Narciarskiej i Sudeckiego Klubu Sportowego Aesculap. Trudne zadania wykonywaliśmy z zapałem i wiarą w ostateczny sukces. Na stokach Łysej Góry pojawił się ciężki sprzęt. Kopano dziury pod fundamenty pierwszego wyciągu "Fampa". Stawiano słupy, trzeba było doprowadzić na szczyt energię elektryczną, musiał powstać jakiś parking czy - jak to wtedy trzeba było nazwać - plac manewrowy... Budowano system sztucznego naśnieżania (przez ówczesny Zakład Budowy Kopalń w Lubinie). Powiększył się park maszynowy. Z dnia na dzień przybywało sprzętu. Zaistniała konieczność wykonania hangaru, w którym przechowywano armatki śnieżące i maszynę do ubijania śniegu. Trzeba było pomyśleć o schronieniu dla dzieci i pierwszych klientów mikrostacji. Na Łysą górę wtaszczono stary autobus, który służył kiedyś naszemu klubowi w dojazdach na obozy i zawody. Przerobiono go na bar... Niesamowite, jak się wtedy cieszyliśmy z tego. Przy stolikach wmontowanych pomiędzy fotele autokaru, ze smakiem spożywaliśmy zapiekanki pana Stanisława Sterny, pierwszego kucharza Łysej Góry. Ale najważniejsze, że było ciepło, przy piecyku elektrycznym podczas przerwy śniadaniowej.

Później przyszła kolej na następne wyciągi, nawiązano kontakty z czeskim projektantem i wykonawcą panem Milanem Wasiczkiem, firmą Patronik. Niekończąca się budowa w górach... Jeden talerzyk, drugi... trzeci. Prowadzenie szkoleń pracowników, kontrola uprawnień... odbiory techniczne... Czuwanie przy nocnych śnieżeniach... Kopanie studni, w celu uzyskania stałego dostępu do wody. Chyba najbardziej utkwiła nam w pamięci budowa schroniska na Łysej Górze (w kompleksie także nowa kasa, archiwum i przechowalnia nart dla dzieci), naszej dumie i chlubie, wizytówki mikrostacji. Po latach, narciarze mają jadalnię z prawdziwego zdarzenia do dyspozycji a także wykończone po "europejsku" toalety. Budowa Tatra-Pomy (EGBUD). I na koniec wreszcie, kłopoty z drogą w poprzek stoku, którą próbowała wybudować firma telefonii komórkowej Polkomtel w 2000 roku. Miała ona dojeżdżać do swoich masztów depcząc wieloletnią społeczną pracę całego środowiska Aesculapa. Planowana droga w poprzek stoku, mówiąc krótko, zniszczyła by nasz dorobek. Prawo pomogło! Nie można było tego sfinalizować. Nasze stowarzyszenie nie zgodziło się... Ostatecznie sprawa skończyła się dla nas pomyślnie - po wymianie gruntów wybudowano drogę nad mikrostacją (przez Gminę Jeżów Sudecki) [patrz zakładka Historia].

W trakcie tej łysogórskiej, budowlanej epopei życie szkolne toczyło się normalne Nie wszystko zgodnie z "pobożnymi życzeniami". Zdarzały się w szkole aksamitne rewolucje. Ktoś miał dosyć... odchodził... ciągnął za sobą innych... Były przeszkody w postaci zwykłej ludzkiej zawiści... Osiągane stopniowo sukcesy na polu sportu i szlifów instruktorskich rodziły równie sportową zazdrość. Posądzenia o prywatę i osobiste korzyści wynikające z opieki nad narciarzami. Fakt pracy i oddania dla idei sportu, wychowania nie zawsze kojarzony jest w naszym kraju z bezinteresownością. Jeśli robimy cokolwiek, znajdą się tacy, którzy będą wietrzyć podstęp i zastanawiać się nad prozą życia: "-Po co Oni się tak męczą. Na pewno mają w tym jakiś cel?" Nie zawadzi przeszkadzać. Jedno jest pewne w tej chwili. Jesteśmy wdzięczni tym wszystkim, którzy rzucali kłody pod nogi. Przeszkody te mobilizowały nas do dalszej pracy. Gdyby nie głosy "przeciw", prawdopodobnie nie stworzylibyśmy wspólnie z Wami i waszymi dziećmi tego dzieła. A "złość sportowa", chęć pokazania przeciwnikom swojej aktywności i możliwości, przyznajemy, niejednokrotnie była motorem naszego działania. Prosimy zauważyć, że sportowa rywalizacja, to niezbędny element wychowania i droga do uzyskania upragnionego celu. Systematycznie szkoliliśmy dzieci, młodzież i swoich instruktorów. Wyjeżdżaliśmy na dziesiątki zawodów sportowych, zdobywaliśmy medale na igrzyskach młodzieży , mistrzostwach Polski, reprezentowaliśmy kraj w wielu poważnych zawodach za granicą (Trofeo Topolino, MŚ, PE, zawody FIS) braliśmy udział w Ogólnopolskich Zawodach Instruktorów, wyróżniono nas zaproszeniem do pokazów na Kongresie Nauczania IVSI (Międzynarodowa Organizacja Instruktorów Amatorów). Aby tych zaszczytów dostąpić trzeba było wykonań olbrzymią pracę organizacyjno-szkoleniową. Zawodnicy trenowali a instruktorzy całymi dniami ćwiczyli technikę jazdy stylowej. Jednym i drugim udało się zaistnieć w świecie! Szkoleniowa piramida Aesculapa zaowocowała wychowaniem trójki zawodników, którzy znaleźli się w tym samym czasie w kadrze przygotowań olimpijskich na Salt Lake City, a mianowicie: Bartłomiej Wasileńczyk, Piotr Kaczmarek i Katarzyna Karasińska. Ta ostatnia uzyskała najlepszy wynik w historii 35-lecia Szkoły i Klubu - zdobyła Puchar Europy w slalomie oraz uczestniczyła w Zimowych Igrzyskach Olimpijskich w Turynie 2006. Nie było by tych wyników, gdybyśmy nie mieli odpowiedniej bazy. Nasi zawodnicy zanim pojechali w Alpy, wykonali tysiące skrętów na niezawodnej "Wiciarce" w Jakuszycach, na stokach Szerzawy w Jagniątkowie a ostatnio na Łysej Górze.

Wybudowanie przez zwykłe stowarzyszenie, szkołę narciarską ośrodka sportów zimowych jest precedensem na skalę kraju (zwykłe, bo żadna to spółka, żadni biznesmeni, po prostu organizacja "non-profit", działamy dla ludzi). Tym bardziej, że odbyło się to w miejscu, które do tej pory było "białą plamą na mapie". Wypromowaliśmy nowy teren narciarski - jest to fakt przez duże F. Kto słyszał wcześniej o narciarskich stokach w Górach Kaczawskich? To jest wielki sukces tych, którzy dbają o wychowanie swoich dzieci. Pilotowanie całego procesu szkolenia sportowca i nauczyciela narciarstwa zarazem odbywało się u nas zawsze w myśl hasła: "Wychowanie przez góry i dla gór". Hasło to łączy tematy szeroko pojętej turystyki. Chodzimy na wycieczki, stosujemy gimnastykę, suchą zaprawę, imitacje i wreszcie uczymy się jeździć na nartach. Mikrostacja powstała, bo było po prostu na nią zapotrzebowanie społeczne. Stało się, bo się stać musiało. Jeśli nasze Państwo nie było w stanie wybudować niekomercyjnego ośrodka dla naszych dzieci, to musieliśmy to zrobić sami. W trosce o ich zdrowie...

Powstanie Łysej Góry rozwinęło turystycznie miejscowości Dziwiszów i Chrośnicę - miejscowości znajdujące się w jej bezpośrednim sąsiedztwie. Jego mieszkańcy zrozumieli, że warto odnawiać domy, przygotowywać miejsca hotelowe, ruszyła żwawiej agroturystyka w okolicy. Na narty przyjeżdżają do nas turyści nocujący w pensjonatach w Złotoryi, Proboszczowie, Świerzawie, Dobkowie - miejscowościach Pogórza Kaczawskiego. Zmotoryzowani turyści jadący w Sudety z Poznania Szczecina, Legnicy, Lubina, Legnicy, Kalisza, Jawora, zatrzymują się już tutaj, nie dojeżdżając do wielkich ośrodków narciarskich na południu Jeleniej Góry. Znajdują to ciszę, spokój, przyjazne i bezpieczne trasy. Znajdują tu świeżą, czystą, niczym nie skażoną zieleń, lasy i... znakomitą sieć szlaków rowerowych. Częścią tej sieci jest droga prowadząca do schroniska na Łysej Górze. Nasza oferta zwiększa się systematycznie. Oprócz rowerów i hulajnóg, które zostały wprowadzone w 2004 roku, ostatnio wybudowaliśmy stajnię. Powstał malowniczo położony rekreacyjny ośrodek jeździecki z siedmioma końmi, które czekają na adeptów i zaawansowanych amatorów jazdy konnej.

Mikrostacja daje zatrudnienie okolicznym mieszkańcom zimą i latem. Zatrudnia ich i przysposabia do nowego dla nich zawodu. W dużej części to rolnicy prowadzący swoje gospodarstwa. Łączą znakomicie pracę na roli z zimową obsługą turystów. Ten fakt docenią włodarze Gminy, mamy nadzieję... Zresztą sama mikrostacja stała się już sama w sobie gospodarstwem rolnym z odpowiednim parkiem maszynowym i obsługą. Odbywają się tu regularnie sianokosy, produkcja siana na potrzeby koni, które są przez nas chowane. Musiała się zwiększyć ilość osób zatrudnionych na stałe. A góra tętni życiem przez okrągły rok.

Na zakończenie...życzmy sobie, aby udało się podtrzymać zapał, nasz i naszych następców, do dalszej pracy na rzecz dzieci i młodzieży w Jeleniej Górze. Aby Łysa Góra nadal mogła służyć w niekomercyjny sposób uczniom i mieszkańcom naszego miasta, przedsionka gór, aby szkoły mogły tu urządzać swoje zawody. Aby całe rodziny znajdowały na Łysej, zawsze oazę spokoju i poczucie bezpieczeństwa, i za niewielkie pieniądze mogły spędzić czas. W zimie, i w lecie. W końcu, aby tak jak do tej pory, i szkoła, i stacja stanowiły jeden organizm. Szkole potrzebna jest baza. Z kolei najważniejszą sprawą w funkcjonowaniu tej bazy jest zapewnienie dużej liczby wykwalifikowanych instruktorów. Których systematyczny napływ może zapewnić w naszych warunkach, tylko licencjonowana szkoła narciarska posiadająca uprawnienia szkolenia kadrowego.

Wszystkim naszym sympatykom i miłośnikom nart, serdecznie dziękujemy za pomoc w tworzeniu Szkoły Narciarskiej i Sudeckiego Klubu Sportowego Aesculap. Całej kadrze instruktorskiej i trenerskiej, pracownikom Łysej Góry i Biura, członkom Zarządów działających na przestrzeni 35 burzliwych lat istnienia Szkoły i Klubu. Także rodzicom uczestników, i tym osobom oraz instytucjom, które w jakikolwiek sposób pomogły w wychowaniu naszych dzieci, umożliwiły im pobyt w szkole, naukę i pracę. A poprzez wspieranie i współudział w tworzeniu bazy narciarskiej na Łysej Górze, przyczyniły się do zapewnienia wychowankom Aesculapa i gości odwiedzających mikrostację, możliwości doskonałego wypoczynku w naszych górach i ... spokoju. Trasy są szerokie, a ośrodek jest przyjazny i bezpieczny...

Michał Rażniewski

Komentarze